Prawa Autorskie

Chcesz zdjęcia lub teksty mojego autorstwa- skontaktuj się ze mną. Nie bądź złodziejaszkiem. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piąta pora roku - szaleństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piąta pora roku - szaleństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2011

yyyyyyy yyyyyyyyyy

yyyyyyy yyyyyyyyy .... kiedyś niosłam z cukierni tort w kartonowym opakowaniu i spód pudelka mi się otworzył. i nie twierdziłam wtedy, że wypadły mi z niego na ulice inne kartony (teraz, jakbym się przyznała, że to były jednak kartony, to by mnie posądzono pewnie o zamach na życie Hanki M.) ... tylko tortu szkoda było.. 
poza tym od kiedy jakaś furgonetka została mianowana na karawan? pewnie od 6 rano wożą warzywa do zieleniaków, a potem zwłoki... 
kiedyś pojechałam zwiedzać pewien przygraniczny łużycki skansen i się okazało, że facet prowadzi w nim: przygraniczny burdel z holetem, wysypisko elektrośmieci, łowiska rybne, mini zoo, warsztaty artystyczne,  działalność na rzecz dziedzictwa kulturowego Łużyc, a w restauracji trzymał krokodyla. już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. 
grunt to być mistrzem biznesu...
http://www.sadistic.pl/z-jadacego-karawanu-wypadly-zwloki-vt96539.htm

sobota, 17 grudnia 2011

Dokańczane projekty

3 kuratorki przez 2 lata robiły jedną niewielką wystawę:) dofiniszowały - śmy!


czwartek, 17 listopada 2011

To chyba nigdy się nie skończy

Już niebawem znowu powrócę do Lubina i pożegnam Zieloną Górę. Zmiany są dobre, mają na mnie dobry wpływ. A to wszystko dlatego, że nie lubię lekkiej pracy, w której się nudzę i w której wytykają mi, że jestem pracoholiczką. Nie posądzałabym się o to. To miło z ich strony, że uświadomili mi,  że tracę czas i swoją energię na marne, czyt. na pracę. Nowa praca będzie bardziej wdzięcznym zajęciem. Już niebawem.

wtorek, 25 października 2011

Zaratustra stwierdził, że...

 "jednej drogi bowiem - nie ma!"


 i tu miał rację...

czwartek, 13 października 2011

Czas mi się zatrzymał w miejscu....

O godzinie 1.00 nad ranem w zielonogórskiej MZK usłyszałam nagłe i radosne i dość nietrzeźwe"Dzień dobry pani Asiu!!!". Obejrzałam się za siebie i spostrzegłam swojego byłego ucznia z Lubina... Moi uczniowie są już studentami! jakim cudem ?!... jeszcze tak niedawno uczęszczał na moje gimnazjalne kółko teatralne...jeszcze tak niedawno ukrywał się przede mną z papierosami...


ten czas litości nie ma...

środa, 28 września 2011

Od poniedziałku przez 2 lata i ani dnia dłużej :)

Resocjalizacja!! chyba zawsze chciałam to studiować:) Mam nadzieję, że będą to jednak już ostatnie studia w mojej "karierze" naukowej ....

poniedziałek, 26 września 2011

Bukowinka


Lubię przebieranki etnograficzne:) Powiem szczerze, że ekscytujące jest nawet mieć na sobie tak zabytkowy strój!


czyli bardzo charakterystyczna biżuteria z koralików (tzw. krywulka) dla tegoż regionu,
choć również dla:
Łemkowszczyzny, Huculszczyzny i górali czadeckich, lecz już o innych wzorach i w innych kolorach

poniedziałek, 19 września 2011

czwartek, 18 sierpnia 2011

Wieści ze Skansenu dodatkiem do Gazety Lubuskiej:) i felietonik na dobry tego początek:)


Kalosze kontra Kapcie
czyli Chagall w stodole

Obecność prac Marca Chagalla w Muzeum Etnograficznym w Zielonej Górze nie cieszy się nadmierną (choć oczekiwaną lub może raczej nadmiernie oczekiwaną) popularnością.  A szkoda. Wszak Luwrem Muzeum nasze nie jest i babci z kapciami spragniony kultury wyższej turysta nie uraczy, ale czy o te kapcie właśnie chodzi?  Czy „kapcie” (czyt. stereotyp wizerunku prestiżowego muzeum) są wyznacznikiem godnej prezentacji kultury wyższej? Co rozumiemy poprzez kulturę wyższą? I czy elitarny Luwr nie przybiera z czasem cech popularnych? I nie chodzi tu o wiodące kryterium, jakim mogłaby się zdawać frekwencja.

„Kultura to sposób życia podług wartości” –  jest najczęściej cytowanym zdaniem przez wrocławskich kulturoznawców, do których sama się zaliczam. I o te właśnie wartości chodzi i chodzić mi będzie w mojej wypowiedzi.

Kultura wyższa, którą reprezentuje (między innymi)  wystawa Marca Chagalla w Muzeum Etnograficznym w Ochli, jest zwyczajnie nie elitarna (czyt. ogólnodostępna). Elitarne jest nazwisko autora (choć sam autor do elit się nie zaliczał), ale żeby ekspozycję jego litografii zobaczyć nie trzeba pochodzić z „wyższych sfer”. Należy tylko wykazać odrobinę chęci i zrozumienia. Gdyby ta wystawa eksponowana była w Luwrze lub w innym prestiżowym na skalę światową muzeum, łatwym do przewidzenia byłby fakt ustawionej kilometrowej kolejki po kupno biletu wstępu. Bo w czym problem… Otóż właśnie w celach i wartościach. Czy turyści jadą do przykładowego Luwru, by obcować ze sztuką, czy „tylko” po to, by móc pochwalić się rodzinie i znajomym, że było się w Luwrze? Niezaprzeczalnie: uogólniam. Wokół wystawy (a nawet samego nazwiska wybitnego przedstawiciela kubizmu) powinien rozbrzmieć odpowiednio donośny szum  oraz być odzew ze strony zainteresowanych nią turystów . Tak się w przypadku Muzeum Etnograficznego w Ochli niestety nie stało, ponieważ miejsce ekspozycji litografii „nie jest” (lub raczej nie wydaje się) adekwatne do wysokiego poziomu prestiżu nazwiska. Zabytkowa stodoła, spełniająca wszelkie wymogi, chwalona przez właściciela kolekcji prac Chagalla wydaje się potencjalnemu turyście, mieć zbyt niskie progi. Cóż..

Jednak wystawę odbiorca powinien obejmować całościowo. Gdyby tak wykazać się odrobiną chęci do zapoznawania się z tematem prac oraz życiorysem artysty, doszłoby się do wniosku, iż stodoła w skansenie jest najodpowiedniejszym miejscem do ekspozycji talentu oraz nurtu Chagalla - zachęcam do tego. Twórczość malarza urodzonego w wiejskiej, ubogiej, wielodzietnej rodzinie, syna analfabetki i sprzedawcy śledzi, wyniesiona na piedestał artystyczny przez znawców i  krytyków, zasługuje na szeroką publiczność, której nie zaznała w muzeum pod Zieloną Górą. Nasz skansen  dostał i  dał szansę obcowania ze sztuką Chagalla - niewykorzystaną do tej pory przez turystów.

Stereotypy należy przełamywać – jestem zdecydowanie tegoż zdania. „Kapcie” patrzą z góry na „Kalosze” obrzucając je przy tym błotem, które po nich nie spływa. Bo czemuż to skansen nie jest godny do przyjęcia Chagalla w swe progi? Nie trzeba jechać daleko, ani do Krakowa ani do Warszawy ani do Paryża ani nigdzie dalej, by mieć szansę na zobaczenie Czegoś Wielkiego. Muzeum zrobiło wszystko, co tylko możliwe było, by ugościć twórczość Chagalla na możliwie najwyższym poziomie, zakładając przy tym sobie cel samej ekspozycji odpowiadającej warunkom życia samego artysty z lat młodości, lat które kształtowały jego idee twórcze.

Przyjedźcie, przekonajcie się o tym. Zapraszamy do końca sierpnia br.


sobota, 16 lipca 2011

Mistrzyni ciętej riposty

Wyrwane zdanie z zasłyszanej  w magdeburskim autobusie miejskim rozmowy dwóch Muzułmanów:
- Jest nas już 5 milionów...
Na to Niemka w podeszłym wieku siedząca obok, niby zamruczała do siebie pod nosem:
- Żydów też kiedyś było 5 milionów...

Demotywatory.pl chowają się przy tym

wtorek, 12 lipca 2011

Zawiedziona

Stres i dyskomfort, w tym przypadku nie tylko psychiczny, należy mi dawkować z odpowiednim umiarem, więc zamiast sześciu szwów założono mi "zaledwie" trzy po usunięciu (dość brutalnym, więc w szczegóły opisu zabiegu wchodzić nie będę) lewej dolnej ósemki, a 3 nowe fatałaszki miały mi  wszelkie niedogodności sprzed , podczas i po zabiegowe zrekompensować. Nie zrekompensowały.

czwartek, 2 czerwca 2011

poniedziałek, 7 lutego 2011

Zielona Góra..comeback

Niebawem skończy się zima. Mam przynajmniej taką nadzieję. Myślę o przeprowadzce, a konkretniej o powrocie. O zamianie rodzinnego, ciepłego mieszkanka na pokój na stancji. Już chyba tak nie chcę, bo wolałabym  samodzielną kawalerkę, ale powtarzam sobie, że przecież to tylko pół roku i potem może będzie mnie na taką stać. Zaproponowali na początek staż z urzędu pracy. Pół roku. Mam czas, by skończyć ten ostatni semestr i się obronić. A kiedy już się obronię, to dostanę umowę o pracę..W końcu mam/chcę pracować w ośrodku badawczo-naukowo-oświatowym, a tam tytuł to podstawa.
W jakimś sensie to awans. Zamiana gminnego ośrodka kultury na placówkę o randze wojewódzkiej..Tylko, żeby za tym szły jeszcze pieniądze.. Zobaczymy:)

czwartek, 3 lutego 2011

Dobry dzień :)

 Jak pracy nie było - to był spokój. A dziś oferty się posypały jak z rękawa i jest w czym wybierać.. nawet ostatni dyrektor otworzył furtkę ponownie.. Jutro wielki dzień podejmowania decyzji... i tym razem JA decyduję:)
Chyba kończy się mój błogi stan bezrobocia.. ale to też dobrze...:)

środa, 5 stycznia 2011

Afirmacja

"Czy kobieta, która wiedziała, że jest dobrze ubrana, kiedykolwiek się zaziębiła? "  F.N.
- i żeby był obrzydliwie bogattttty! - życzenia od Basi
afirmacja: torebka od Gucciego za 3,5 tysiąca? - nie...
dobre samopoczucie wynikające z jej posiadania- to jest afirmacja! (ponoć)

jakoś tego tak nie czuję...

* ciekawe, co Nietzsche miał na myśli pisząc "dobrze ubrana": adekwatnie do pogody, czy atrakcyjnie i drogocennie? choć jedno drugiego nie wyklucza...

niedziela, 2 stycznia 2011

Wnioski nasuwają się same

Jest tylko jedna dziedzina, której poświęcają się jednocześnie mój proces myślowy oraz stan emocjonalny połączone z ekspresywnym pragmatyzmem artystycznym (o ile tak to ująć można)- fotografia. Wszystko inne to zwykły nieprzemyślany spontan zależny od humorków i humorów. Tak spontaniczny, że często nieodczuwalny. Odczuwalne są dopiero jego skutki. Zazwyczaj nie najkorzystniej, ale przynajmniej coś się dzieje.


bardzo lubię to zdjęcie. dalej na nim cykam trawę o zachodzie. jest to też pierwsze zdjęcie, które poddałam obróbce komputerowej (bo jak się ma 15 lat to pierwsze za co się człowiek łapie to za samego siebie, zamiast za swoją radosną twórczość;). 10 lat temu nie były to jeszcze tak dostępne i popularne zabiegi, a dziś ich efekt wygląda dość kiczowato, ale jeśli już było dane nimi eksperymentować - to tylko na sobie :) bo to, co więcej warte uwagi być mogło, a przynajmniej powinno - wymagało (z mojego punktu widzenia) godzin spędzonych w ciemni..i tak też jest po dziś dzień.

wtorek, 28 grudnia 2010

Przechytrzone postanowienia, a babciny relatywizm pesymistycznie odniesiony do...


do tej pory nie przepadałam za Demotywatorami...po tym jednak zacznę na nich bywać, bo bywają jednak życiowe.
z listy powyższej wykreśliłabym zdecydowanie punkty "zgrubnę" i "frytki". dopisałabym za to "(po)zostanę starą panną zgodnie z babciną przepowiednią wigilijną" i "będę konsekwentnie realizować "wszędzie dobrze, ale na rodziców garnuszku najlepiej". reszta pozostaje niezmienna na liście przechytrzającej.

***
Babcia składając mi życzenia, łamiąc się opłatkiem powiedziała: "Asiu, wnusiu moja bój się Boga..no co ty z tym swoim życiem robisz.. nie jesteś już pierwszej młodości i jesteś tuż przed trzydziestką. nie masz męża ani dzieci. i zamiast przytulać się do jakiegoś chłopaka to przytulasz się do kota, a lata ci lecą... chcesz skończyć jak Jarosław Kaczyński: sama, z kotkiem, bez prawa jazdy i u mamusi...ześwirujesz jak on, kładący kwiatki na ulicy i modlący się do pustego grobu na Powązkach, bo ty też tak jak on na łatwiznę chodzisz, szum koło siebie tylko robisz... tylko, że on to w przeciwieństwie do ciebie chodzi przynajmniej do kościoła i się modli. a ja się modlę za ciebie." to ostatnie zdanie zabrzmiało groźnie i na ów postanowieniach chyba zaważyć powinno.

a co do tej "nie pierwszej młodości tuż przed trzydziestką" - mam 24 lata:) babcia jest fajna: oprócz tego, że wyplata potoki argumentów ciężkiego kalibru, to skleiła pyszne uszka na wigilijną kolację. jej plecenie może nie jest ponadczasowe, ale może być przyszłościowe - aktualne na najbliższych 6 lat mojego nędznego żywota, jeśli nic zmianom nie ulegnie w nim...i od tych właśnie zmian mają być postanowienia noworoczne - Idee życia mego według babci, która wprawdzie, nic złego mieć na myśli nie miała życzenia składając:) I zabawnie chociaż było przy stole:)

Ale problem tkwi naukowy, bo naukowo jest udowodnione, że przyrzeczenia latem złożone mają większą szansę się ziszczenia, niż te "noworoczne" - a wszystko przez słońce. Więc postanowienia pozostawię w tym poście, a życie niech samo pokaże, na co je stać - z moją pomocą i być może babciną modlitwą - bo i tych dobrych intencji lekceważyć nie można:)