Prawa Autorskie
Chcesz zdjęcia lub teksty mojego autorstwa- skontaktuj się ze mną. Nie bądź złodziejaszkiem. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 grudnia 2011
Robienie storików..
jeszcze nie czyni mnie proświąteczną.. Ale wesołych świąt życzę, tym co "ten specjalny czas" lubią celebrować:)
poniedziałek, 12 grudnia 2011
sobota, 8 października 2011
Mam marzenie..
Chciałabym, by do polskich sklepów sprowadzano (jeśli już koniecznie trzeba importować) zimowe kolekcje z Rosji, konkretnie z okolic Syberii, zamiast te z południowych Włoch. Sprawa niby przyziemna, ale jeśli planuję kupić kurtkę zimową, to chciałabym taką na miarę polskich zim, a nie tych śródziemnomorskich..
wtorek, 22 lutego 2011
czwartek, 17 lutego 2011
Nie lubię przeprowadzek.. a już kwitły stokrotki...
Sinusoida: Lubin-Zielona-Lubin- Zielona-Lubin i znowu Zielona Góra.. eh.. miotam się..
I na dodatek wszystkich zaskoczyło, że w środku lutego spadł śnieg. Już piszą na wp.pl i inszym onecie, że Europę sparaliżowało, w tym oczywiście Polskę.. Jak zimy nie znoszę, tak nie znoszę, ale śnieg w środku lutego to chyba nie anomalia pogodowa? Ale mimo wszystko, jakież to zaskoczenie dla kierowców i innych drogowców.. I przeprowadzaj się w takich warunkach paraliżu...Niby tylko 100 km, ale już mi się nie chce.
Korki na drogach, koreczki na przystawkę.
I na dodatek wszystkich zaskoczyło, że w środku lutego spadł śnieg. Już piszą na wp.pl i inszym onecie, że Europę sparaliżowało, w tym oczywiście Polskę.. Jak zimy nie znoszę, tak nie znoszę, ale śnieg w środku lutego to chyba nie anomalia pogodowa? Ale mimo wszystko, jakież to zaskoczenie dla kierowców i innych drogowców.. I przeprowadzaj się w takich warunkach paraliżu...Niby tylko 100 km, ale już mi się nie chce.
Korki na drogach, koreczki na przystawkę.
Zdjęcie znalezione w sieci. Moje dzisiejsze koreczki były bardziej tradycyjne, ale powyższe wpisują się w zimową aurę. Chyba jutro takie zrobię:)
środa, 16 lutego 2011
Wyrwanych z kontekstu myśli kilka
"... W smaku tlenu poszukiwać.
Łatwo możesz się zachłysnąć,
Zgubić ślady, nazbyt myśląc..."
Łatwo możesz się zachłysnąć,
Zgubić ślady, nazbyt myśląc..."
Michał Kontrast
"Kolory życia"
wtorek, 1 lutego 2011
środa, 26 stycznia 2011
Subiektywna i sentymantalna Legnica-
Brakuje tylko obecnych zdjęć podwórka i kamienicy przy Wrocławskiej (chyba) 4. Tam było tamto mieszkanie. Klimatyczne dwa pokoje z kuchnią i łazienką. Piece kaflowe, wysokie okna zaraz przy podłodze. Stare, wysokie poniemieckie budownictwo. Koło czarno-białego telewizora koloru czerwonego rosła w doniczce palma, a za kraciastymi fotelami jesienny las w formie fototapety. Fotele były niewygodne, a palma była żywa. Drugi pokój był ciemny. Po środku stał drewniany słup podtrzymujący strop. Mieszkanie było zrobione z zagospodarowanego strychu. W czasie deszczu przeciekał dach, a latem było gorąco. Pamiętam fikusa i słonia na biegunach. Kiedy uczyłam się chodzić, ciągle mnie pilnowali bym nie wypadła za okno.Tylko krzyczeli: "nie idź tam!", brali na ręce i zawracali. Już wtedy lubiłam siadać na parapecie przy otwartym oknie. A parapet był akurat na wysokości kilkulatki.Widok z okna był szary.
Dziwne mam te wspomnienia. Nie pamiętam w ogóle twarzy. Ale wystrój mieszkania pamiętam dość dokładnie. I to, że mamę obcierały buty, a odciski smarowała jodyną siedząc na równie kraciastej, co fotele- wersalce. Ale twarzy nie pamiętam.
I na tym chyba koniec wspomnień. Choć były jeszcze gofry z bitą śmietaną na rynku i potem wielka przeprowadzka do Lubina. Pomnik lwa został zamieniony na piaskownicę, a strome skrzypiące schody na nowoczesną windę. W Legnicy nie było placów zabaw, ale było przytulne mieszkanie. Tylko dach przeciekał, a latem było gorąco.
środa, 19 stycznia 2011
Plastinarium - wolne myśli podparte obrazami
Zatracałam orientację. Trafiłam do muzeum na wystawę autorstwa Gunthera von Hagens. Miejsca estetyzacji śmierci. Zaczęło się wstrząsająco od bliźniąt syjamskich, a kończyło całkiem optymistycznie, wręcz zabawnie w odbiorze. Nawet czaszki z regału wydawały się uśmiechać. Jednak w pamięci utkwił obraz bliźniąt. I on towarzyszył przez całą wystawę. I dłużej. Przypominał, że nie jest wcale tak optymistycznie, jakby na to kolejne ekspozycje wskazywać miały. I przypominał, gdzie jestem na wypadek, jakbym zatraciła orientację.
sobota, 1 stycznia 2011
i oto jest...
dowód na niepodważalność faktów :)
Oby Nowy Rok dominował w wykrzykniki zamiast w znaki zapytania !
Tego chcę życzyć sobie i tym wszystkim, którzy mają dosyć swoich wątpliwości.
W tym roku więcej chcę zdecydowanie odczuwać, mniej analizować i mniej frasobliwie.
Mądrych decyzji nigdy nie za dużo. One mają pomagać w wiedzeniu radosnego życia.
Niepodważalnie - nie jest to postanowienie, lecz kaprys na miarę "ja chcę! " - trudnego w realizacji. Jeden z takich, jakie miewać można przez cały rok, np. z winy buzujących hormonów.
Symboliczne przełomy sprzyjają jednak mnożeniu się fanaberii.
(stare odkurzone zdjęcia, czasem się przydają - tak na marginesie)
* nigdy nie byłam w solarium. nie wybieram się i w tym roku. nie czuję, bym dużo traciła po prostu i wyłącznie mijając je po drodze dokądś.
czwartek, 23 grudnia 2010
Ślepa - fotonowo niereceptywna
Bo nie reaguję na: Czerwone jak święty Mikołaj, Zielone jak choinka, Białe jak aniołki, Fioletowe jak Adwent.. nie widzę, a czuję Brązowe jak gówno prawdy promocji przedświątecznych i słyszę Barszczowe jak buraki z uszkami i głosem w przeciwieństwie do ryb- czego nie dosłyszą to dopowiedzą i jeszcze skomentują w telewizji, a ja drę z tego łacha, bo ile można ciągle narzekając:) I za to lubię swoją ślepotę i niewrażliwość na światełka i kolorki: Wiehnachtsbaum i Wiehnachtsschmuck kupione na Weihnachtsmarkt, nabyte przez mojego brata w Breslau, a przez znajomych w Grunberg.. Bo to polska tradycja głęboko zakorzeniona w polskiej kulturze biec za tym, co zachodu (Zachodu) warte, jak pijar lubuski. Lubuski to ja lubię gin z tonikiem i zielonogórskie wino, którego nigdzie kupić nie można, bo taka polityka. Reszta to pic na wodę i fotomontaż - kasy wydzieranie, a najwięcej się jej nałapie bezinteresowny Caritas w ten radosny czas przygotowań świątecznych i świeczek topienia. Koniec tych dygresji. Jak już lody przełamane (przetopione), to można przejść, do czegoś cieplejszego:)
Aromatami pomarańczy, cynamonu i grzanego wina nie pogardzę, bo to najlepsza tradycja, jaka do mnie dotarła, nie mam pojęcia skąd, ale tam mogłabym chyba mieszkać, jeśli mają więcej takich:)
Dobre cieplutkie winko, dobra cieplutka książką, dobra cieplutka muzyka (ale żadnych góralskich złóbcoków, gęślików podhalańskich, czy inszych ino skrzypecków..) i dobry cieplutki kocyk z polarka, bo wełna gryzie, więc słodkie mandarynki do przegryzienia. To chyba już wiadomo, jak będą wyglądać moje święta: bez skurwysyństwa, w ciszy i spokoju kontemplacjom sprzyjającym, rodzinnie i bez góralskiej muzyki:) i na dowód "nie czyń/życz drugiemu, co tobie niemiłe": życzę świąt bez skurwysyństwa i góralskiej muzyki, czyli wszystkiego Wam i dla Was najlepszego, a przede wszystkim ciepłego i rodzinnego - nieskomercjalizowanie magicznego, tzn. bezwarunkowo bezinteresownego:)
***
(czytam to po raz kolejny i sama się zastanawiam, skąd mi się to wszystko powyższe wzięło... nie wiem i nie chcę wnikać, wolę nie.. pewnie nikt wcześniej takich pokręconych i sfrustrowanych dziwotów nie czytał, ale z punktu autorki: od ich składowania ten blog w końcu też być może :)
Aromatami pomarańczy, cynamonu i grzanego wina nie pogardzę, bo to najlepsza tradycja, jaka do mnie dotarła, nie mam pojęcia skąd, ale tam mogłabym chyba mieszkać, jeśli mają więcej takich:)
Dobre cieplutkie winko, dobra cieplutka książką, dobra cieplutka muzyka (ale żadnych góralskich złóbcoków, gęślików podhalańskich, czy inszych ino skrzypecków..) i dobry cieplutki kocyk z polarka, bo wełna gryzie, więc słodkie mandarynki do przegryzienia. To chyba już wiadomo, jak będą wyglądać moje święta: bez skurwysyństwa, w ciszy i spokoju kontemplacjom sprzyjającym, rodzinnie i bez góralskiej muzyki:) i na dowód "nie czyń/życz drugiemu, co tobie niemiłe": życzę świąt bez skurwysyństwa i góralskiej muzyki, czyli wszystkiego Wam i dla Was najlepszego, a przede wszystkim ciepłego i rodzinnego - nieskomercjalizowanie magicznego, tzn. bezwarunkowo bezinteresownego:)
***
(czytam to po raz kolejny i sama się zastanawiam, skąd mi się to wszystko powyższe wzięło... nie wiem i nie chcę wnikać, wolę nie.. pewnie nikt wcześniej takich pokręconych i sfrustrowanych dziwotów nie czytał, ale z punktu autorki: od ich składowania ten blog w końcu też być może :)
sobota, 11 grudnia 2010
piątek, 10 grudnia 2010
Naszło na wspominki:)
Naśladując Scenki:
Okoliczności: Mikołajki 2009, Duża Sala, a w niej ok. 50 dzieci. Pani Instruktor prowadzi quiz, dziecko które jako pierwsze podniosło rękę i podało poprawną odpowiedź, dostawało nagrodę od Świętego Mikołaja.
Pada ostatnie pytanie:
Pani Instruktor: A teraz... kto odpowie, to wygra tegoroczny quiz :) Uwaga...: jak nazywa się ulubiony renifer świętego Mikołaja?
Dzieci (wszystkie bez podnoszenia rąk i chórem): Pani Asia!!! (hahahahahahahahahaha...:)
Pani Instruktor: Gratulujemy wszystkim!! Wszyscy zostajecie zwycięzcami!!! Gratuluję zwycięzcom!!
Chyba czasem zdarzało mi się lubić byłą pracę :) Bo "Pani Asia jest super !!" - bezcenne:)
środa, 8 grudnia 2010
czwartek, 2 grudnia 2010
wtorek, 30 listopada 2010
sobota, 27 listopada 2010
...zima - szału nie ma...
tak kocie, masz rację: rower w końcu trzeba zwieźć do piwnicy i cierpliwie czekać, bo z każdym dniem bliżej jest do wiosny:)
wtorek, 12 października 2010
Ubiegam fakty
wybiegam w przyszłość myślami
to progres -
zawsze wolałam żyć historią..
wybiegam w przyszłość słowami
to nowe doświadczenie -
najokrutniejsze, ale prawdziwe
wybiegam w przyszłość obrazami -
uczę się od podstaw
bazując na zeszłorocznym śniegu
i zamarzniętej kiści dojrzałych owoców,
która nie zdążyła odtajać...
czwartek, 29 kwietnia 2010
poniedziałek, 23 listopada 2009
Panorama miasta nocą
Lubię przychodzić tu nocą. Kiedy nikt nie widzi. Spoglądam w gwiazdy i w światła miasta, które jeszcze nie śpi. Gdy widzę te wszystkie migoczące świetliki, zdaję sobie sprawę, jak mało znaczą moje problemy. Jakie są maleńkie. I jak jest ich mało w porównaniu do ilości migoczących gwiazd niebiańsko - miejskich.
Bo każda ta gwiazda ma swoje problemy, a wszystkie one tworzą układ - gwiazdozbiór - wór problemów.
Do jednego z tych worów wrzucam także swoje problemy, "uwalniając się" od nich. I współtworząc kolejną konstelację problemową.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




