Prawa Autorskie

Chcesz zdjęcia lub teksty mojego autorstwa- skontaktuj się ze mną. Nie bądź złodziejaszkiem. :)

wtorek, 28 grudnia 2010

Przechytrzone postanowienia, a babciny relatywizm pesymistycznie odniesiony do...


do tej pory nie przepadałam za Demotywatorami...po tym jednak zacznę na nich bywać, bo bywają jednak życiowe.
z listy powyższej wykreśliłabym zdecydowanie punkty "zgrubnę" i "frytki". dopisałabym za to "(po)zostanę starą panną zgodnie z babciną przepowiednią wigilijną" i "będę konsekwentnie realizować "wszędzie dobrze, ale na rodziców garnuszku najlepiej". reszta pozostaje niezmienna na liście przechytrzającej.

***
Babcia składając mi życzenia, łamiąc się opłatkiem powiedziała: "Asiu, wnusiu moja bój się Boga..no co ty z tym swoim życiem robisz.. nie jesteś już pierwszej młodości i jesteś tuż przed trzydziestką. nie masz męża ani dzieci. i zamiast przytulać się do jakiegoś chłopaka to przytulasz się do kota, a lata ci lecą... chcesz skończyć jak Jarosław Kaczyński: sama, z kotkiem, bez prawa jazdy i u mamusi...ześwirujesz jak on, kładący kwiatki na ulicy i modlący się do pustego grobu na Powązkach, bo ty też tak jak on na łatwiznę chodzisz, szum koło siebie tylko robisz... tylko, że on to w przeciwieństwie do ciebie chodzi przynajmniej do kościoła i się modli. a ja się modlę za ciebie." to ostatnie zdanie zabrzmiało groźnie i na ów postanowieniach chyba zaważyć powinno.

a co do tej "nie pierwszej młodości tuż przed trzydziestką" - mam 24 lata:) babcia jest fajna: oprócz tego, że wyplata potoki argumentów ciężkiego kalibru, to skleiła pyszne uszka na wigilijną kolację. jej plecenie może nie jest ponadczasowe, ale może być przyszłościowe - aktualne na najbliższych 6 lat mojego nędznego żywota, jeśli nic zmianom nie ulegnie w nim...i od tych właśnie zmian mają być postanowienia noworoczne - Idee życia mego według babci, która wprawdzie, nic złego mieć na myśli nie miała życzenia składając:) I zabawnie chociaż było przy stole:)

Ale problem tkwi naukowy, bo naukowo jest udowodnione, że przyrzeczenia latem złożone mają większą szansę się ziszczenia, niż te "noworoczne" - a wszystko przez słońce. Więc postanowienia pozostawię w tym poście, a życie niech samo pokaże, na co je stać - z moją pomocą i być może babciną modlitwą - bo i tych dobrych intencji lekceważyć nie można:)

czwartek, 23 grudnia 2010

Ślepa - fotonowo niereceptywna

Bo nie reaguję na: Czerwone jak święty Mikołaj, Zielone jak choinka, Białe jak aniołki, Fioletowe jak Adwent.. nie widzę, a czuję Brązowe jak gówno prawdy promocji przedświątecznych i słyszę Barszczowe jak buraki z uszkami i głosem w przeciwieństwie do ryb- czego nie dosłyszą to dopowiedzą i jeszcze skomentują w telewizji, a ja drę z tego łacha, bo ile można ciągle narzekając:) I za to lubię swoją ślepotę i niewrażliwość na światełka i kolorki: Wiehnachtsbaum i Wiehnachtsschmuck kupione na Weihnachtsmarkt, nabyte przez mojego brata w Breslau, a przez znajomych w Grunberg.. Bo to polska tradycja głęboko zakorzeniona w polskiej kulturze biec za tym, co zachodu (Zachodu) warte, jak pijar lubuski. Lubuski to ja lubię gin z tonikiem i zielonogórskie wino, którego nigdzie kupić nie można, bo taka polityka. Reszta to pic na wodę i fotomontaż - kasy wydzieranie, a najwięcej się jej nałapie bezinteresowny Caritas w ten radosny czas przygotowań świątecznych i świeczek topienia. Koniec tych dygresji. Jak już lody przełamane (przetopione), to można przejść, do czegoś cieplejszego:)

Aromatami pomarańczy, cynamonu i grzanego wina nie pogardzę, bo to najlepsza tradycja, jaka do mnie dotarła, nie mam pojęcia skąd, ale tam mogłabym chyba mieszkać, jeśli mają więcej takich:)

Dobre cieplutkie winko, dobra cieplutka książką, dobra cieplutka muzyka (ale żadnych góralskich złóbcoków, gęślików podhalańskich, czy inszych ino skrzypecków..) i dobry cieplutki kocyk z polarka, bo wełna gryzie, więc słodkie mandarynki do przegryzienia. To chyba już wiadomo, jak będą wyglądać moje święta: bez skurwysyństwa, w ciszy i spokoju kontemplacjom sprzyjającym, rodzinnie i bez góralskiej muzyki:) i na dowód "nie czyń/życz drugiemu, co tobie niemiłe": życzę świąt bez skurwysyństwa i  góralskiej muzyki, czyli wszystkiego Wam i dla Was najlepszego, a przede wszystkim ciepłego i rodzinnego - nieskomercjalizowanie magicznego, tzn. bezwarunkowo bezinteresownego:)


***
(czytam to po raz kolejny i sama się zastanawiam, skąd mi się to wszystko powyższe wzięło... nie wiem i nie chcę wnikać, wolę nie.. pewnie nikt wcześniej takich pokręconych i sfrustrowanych dziwotów nie czytał, ale z punktu autorki: od ich składowania ten blog w końcu też być może :)

czwartek, 16 grudnia 2010

Wywoływanie wspomnień



znalezione przypadkiem, a tak w pamięć zapadło i wzruszyło..

Otwierając rodzinny album ze zdjęciami, kiedy byłam małą dziewczynką, oglądając zdjęcia autorstwa mojego Taty...
Otwierając rodzinny album ze zdjęciami mojej nowo narodzonej kuzynki, oglądając zdjęcia autorstwa wszystkich posiadaczy cyfrówek....
Jaka to jest diametralna różnica... gdzie magia? gdzie dusza? gdzie sztuka?
Nienawidzę cyfrowych masówek. Spłycą wszystko bezmyślnością automatycznego pstrykania. Dobra wiara to za mało.. Teraz cuda mierzy się ilościowo. Ale z drugiej strony: co w tym złego, że fotografia idzie do przodu, a ludzie wraz z nią? Teraz widać wyraźniej ile cudów ma miejsce. Ale czegoś mi w tym wszystkim jednak brakuje...tego czegoś niepowtarzalnie cudownego...

sobota, 11 grudnia 2010

piątek, 10 grudnia 2010

Naszło na wspominki:)


Naśladując Scenki:

Okoliczności: Mikołajki 2009, Duża Sala, a w niej ok. 50 dzieci. Pani Instruktor prowadzi quiz, dziecko które jako pierwsze podniosło rękę i podało poprawną odpowiedź, dostawało nagrodę od Świętego Mikołaja.
Pada ostatnie pytanie:
Pani Instruktor: A teraz... kto odpowie, to wygra tegoroczny quiz :) Uwaga...: jak nazywa się ulubiony renifer świętego Mikołaja?
Dzieci (wszystkie bez podnoszenia rąk i chórem): Pani Asia!!! (hahahahahahahahahaha...:)
Pani Instruktor: Gratulujemy wszystkim!! Wszyscy zostajecie zwycięzcami!!! Gratuluję zwycięzcom!!


Chyba czasem zdarzało mi się lubić byłą pracę :) Bo "Pani Asia jest super !!" - bezcenne:)

środa, 8 grudnia 2010

i jeszcze gorącej herbaty łyk:)



















mój sposób na zimowe wieczory :)

wtorek, 30 listopada 2010

poniedziałek, 29 listopada 2010

29/30 . 11.

 Co ciekawsze i mniej popularne w popkulturze,
a tak samo wiarygodne, jak wróżby andrzejkowe:

Od "Hernaniego":


Do Powstanie Listopadowego:



Nowy, żywotny gatunek, jakim była melodrama, wciąż ograniczał swój zasięg do teatru bulwarowego, czyli takich przybytków, jak : Ambignu, Gaite, Vaudeville, Varietes, Porte – Saint – Martin, czy Cirque Olimpique. Do ich rozwoju przyczyniło się uchylenie w 1815 roku wcześniejszych restrykcyjnych dekretów Napoleona, kategoryzujących teatry i ograniczających ich liczbę do scen popularnych. Śmierć Talmy w 1826 roku,  ostra cenzura wprowadzona przez Karola X, a także postępujące „zmieszczanienie” francuskiej kultury – wszystko to miało wspływ na teatralną rewolucję. Jej kulminacją była metaforyczna i rzeczywista bitwa romantyków z klasykami na premierze „Hernaniego” Victora Hugo, 25 lutego 1830 roku – sztuki o miłości, honorze i zemście.

W tym samym roku, 25 lipca przedstawienie opery Aubera, z librettem Scribe’a „Niema z Porticy” zapoczątkowało w Brukseli rozruchy, które doprowadziły  do proklamowania niepodległości Belgii, 2 sierpnia Karol X został zmuszony do abdykacji, co wzbudziło nadzieje Polaków także na odzyskanie niepodległości i w nocy z 29 na 30 listopada wybuchło w Warszawie powstanie.  

Słynna premiera „Hernaniego”, na którą przyszedł cały Paryż, w tym oba walczące stronnictwa, i która zakończyła się regularnymi zamieszkami w annałach teatralnych pozostanie sensacją, ale w istocie nie zmieniła ona biegu historii, więc niewiarygodną jednak byłaby interpretacja o wpływie romantycznego teatru na wybuch powstania listopadowego…

ale co tam, każdy wierzy, w co chce, a ja pozostanę tego dnia wierna myśli romantycznej.  a co mi tam:)

sobota, 27 listopada 2010

...zima - szału nie ma...


tak kocie, masz rację: rower w końcu trzeba zwieźć do piwnicy i cierpliwie czekać, bo z każdym dniem bliżej jest  do wiosny:)

Alternatywy...czyli to, co tygryski lubią najbardziej:)

"Współczesna rzeczywistość społeczna odznacza się niespotykaną do tej pory otwartością na pluralizm. I właśnie w tej różnorodności, odbiegając od utartych schematów resocjalizacyjnych należy poszukiwać nowych, efektownych dróg pracy z osobami naruszającymi porządek prawny. Zwolennikiem i propagatorem pluralizmu poznawczego był Fryderyk Nietzsche, według którego nie istnieją prawdy uniwersalne, a świat nie jest taki, jaki się jawi człowiekowi. Każda prawda ma charakter relatywny i zmienny, zależy od indywidualnej wartości życiowej, jaką za sobą niesie. Obok siebie współistnieją zatem różnorodne interpretacje danego zjawiska. Na tę różnorodność interpretacji świata otwiera się także pedagogika resocjalizacyjna, a otwarcie to przejawia się między innymi zainteresowaniem nowymi, alternatywnymi formami pracy ze sprawami przestępstw".

Jest to fragment rozdziału Anny Jaworskiej "Alternatywne formy oddziaływań resocjalizacyjnych" z książki, którą otrzymałam, i którą chwaliłam się post temu:)
A w rozdziale tym Anna Jaworka pisze o resocjalizacji przy pomocy brzmienia mis dźwiękowych oraz o terapii oddechem - metodzie oddziaływań penitencjarnych opartej na założeniach jogi. Przy tym moja fotografioterapia to chyba pikuś - Pan Pikuś:)

"Gerade Tatsachen gibt es nicht, nur Interpretationen."   
Nachlass (spuścizna pośmiertna) Fryderyka Nietzsche

czwartek, 25 listopada 2010

święty Mikołaj istnieje:) i albo jest rok spóźniony, albo tydzień przed czasem;)


w 2008 roku gazety się rozpisywały,  była również TVP...  (nieskromne chyba ze mnie dziewcze, ale mam powody:)

bo tu dziś: prezent - niespodzianka:) mam swoje miejsce ( na końcu, ale zawsze) w podręczniku akademickim:) obok wywodów profesorów, doktorów habilitowanych, doktorantów... a biorąc pod uwagę fakt, że wtedy byłam studentką dopiero III roku studiów licencjackich (i nie resocjalizacji), to niemały sukces:)


Książka może i z 2009 roku, a mamy 2010 (końcówkę), ale duma i tak mnie rozpiera a i łezka wzruszenia zakręciła się w oku oraz miłego zaskoczenia tym bardziej nie ukrywam, bo tego to się w ogóle nie spodziewałam, że ktoś jeszcze o tym pamiętać będzie:) i to jeszcze jaka forma tej pamięci:)


http://www.teatr.zgora.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=128
http://mojaspacerologia.blogspot.com/2010/03/ja-swiatem-opisany.html#comments

środa, 24 listopada 2010

Kolekcja pomysłów i ciągot do kabaretu

Jak wiadomo Prezes wyrzuca z Partii i jest śmiesznie jak zwykle. Zbieram propozycje na potoczną nazwę dla nowego ugrupowania banitów PiS-u. Moja propozycja to PiSzdrada lub PiSzdradka. Jak ma ktoś inne pomysły to ja chętnie przygarnę:) Ja nie rozumiem jak można było wyjeżdżać z tego kraju... przecież tutaj jest tak śmiesznie:)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Niemocne powroty


Wizja powrotu napawa zawsze
mistyczną wizję boskiego stanu
niemocy twórczej i tumiwisizmu
jak w siódmym dniu po ciężkiej pracy
reset - jutrzejszy
zapłonie jasnym światłem umysłu człowieka
latarnia uliczna
wskazująca drogę powrotną
do stanu pierwotnego
ostatnim podrygom liści
w padole listopadowej mgły

środa, 17 listopada 2010

Wiejskie klimaty najlepsze na dylematy


Ale najlepiej by mi szło myślenie, gdyby ktoś jednaki zabrał mi aparat z rąk... 

bo jak można rozpatrywać kulturoznawczo problem aktualnie stricte pedagogiczny..
to tak na zasadzie analogicznej:
co było pierwsze: jajko, czy kura/ kura czy jajko?

skoro pedagogika jako pierwsza zaczęła badania nad teorią edukacji kulturalnej metodami badań pedagogicznymi, to teraz kulturoznawstwo chce edukację kultury rozpatrywać kulturoznawczo nie mając przy tym nawet wypracowanej swojej metody badań, ale przeszkód nie widzi, by rozpatrywać również metodami pedagogicznymi, ale co da efekt badań przedmiotu kulturoznawczy...coś tu chyba nie tak...

bo (pedagogicznie): są 3 sfery, w których żyje człowiek:
sfera faktów - kim jest człowiek? - prawda
stera wartości - jakim człowiek stać się powinien? - pięko
sfera pedagogicznego działania - kim człowiek się staje? - dobro

Za cytatem z tytułu posta poprzedniego: "Dziecko jest ojcem człowieka"
Kim jest człowiek? Jest dzieckiem. Jest substancją, której trzeba nadać formę i kształt.
Kim człowiek stać się powinien? Jednostką żyjącą w "kulturze podług wartości" (za Pietraszko) i w społeczeństwie podług norm społecznych (za Kartezjuszem).
Kim dziecko się staje pod wpływem działań pedagogicznych? Człowiekiem żyjącym w społeczeństwie i kulturze -kształtną substancją (za Arystotelesem) ; prawdziwą, dobrą i piękną spełnioną ideą pedagogiczną (za Platonem)

Czy definiując edukację (pojęcie stricte pedagogiczne) kulturalną (pojęcie jednak kulturoznawcze) przyjąć:
szeroko ujętą edukację i szeroko ujętą kulturę?
szeroko ujętą edukację i wąsko ujętą kulturę?
wąsko ujętą edukację i szeroko ujętą kulturę?
wąsko ujętą edukację i wąsko ujętą kulturę?

Wniosek nasuwa się jeden: chyba nie do końca jestem bezrobotna..
- trzeba czytać .. i pisać pracę magisterską
Tylko nadmiar czasu wolnego sprzyja mnożeniu się dylematów
w ujęciu kulturoznawczym...
Bo czym jest edukacja kulturalna w refleksji pedagogicznej -
doskonale mi od dawna wiadomo:) wszak jestem pedagogiem animacji kulturalnej
a czym jest edukacja kulturalna w refleksji kulturoznawczej...
to się dopiero raczy okazać:)
choć najistotniejszym problemem będzie rozgryzienie:
czym jest sama edukacja w refleksji  kulturoznawczej...

niedziela, 14 listopada 2010

Wiatr...

"Wiatr tak wybornie zastępuje muzykę i poezję, że zdumiewa mnie, iż tam, gdzie on dmucha, ludzie szukają jeszcze innych środków wyrazu."
Emil Cioran— Zeszyty 1957-1972


Z wiatrem upływa czas
coraz  większą ilością
kropli wina na bezsenne noce
wietrznej zmiany czasów
na zachodnie  przywitania
i wschodnie  pożegnania,
na gwiezdne, lodowate  północe 
i gorące, leniwe południa
zatrzymań czasów i oddechów
ciągle przy tym oddychając...
i oddechem swym strącając
muzykę pustych słów,
poezję pożółkłych obrazów...

piątek, 12 listopada 2010

11. 11.


"Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium." 
Józef Piłsudski

wtorek, 9 listopada 2010

Dozowanie doznań..

Dobrze, że doznania nie są wartościami wektorowymi.. nawet dobrze, że w  żaden sposób nie da się ich intensywności dokładniej zmierzyć, określić, a nawet  nazwać, bo zawsze będą one po prostu "mniej" lub "bardziej" intensywne od poprzednich im podobnych...a tu, w przypadku tych wcześniejszych, które mogą być punktami odniesienia dla "obecnych" - wyjątkowo istotnymi kryteriami są czas i pamięć...oraz intensywność poprzedniejszych doznań. Ale percepcja niewątpliwie posiada cechy wektorowe: zwrot (tępo lub ostro zakończony w zależności od głębokości utkwienia w człowieku rozumianego podług nauk humanistycznych, nie przyrodniczych), kierunek (zawsze do odbiorcy zwrotem skierowany), punkt zaczepienia ( coś, co pobudza percepcję) i moduł - wartość, ale rozumianą aksjologicznie.


"Kultura to sposób życia podług wartości" (prof S.Pietraszko) 

Wartości są wyznacznikami ludzkiego postępowania w kulturze.
Wartości decydują także o intensywności percepcji, a percepcja współtworzy nową hierarchię wartości obalając lub umacniając i wzbogacając obecną, tak aby zgodna ona była z kulturą, w której przyszło żyć  - "podług wartości".
 

Aplikowanie do różnych instytucji zaaplikowało mi dużą dozę doznań, a co za tym idzie również refleksji podbudowujących moją hierarchię wartości . Na tyle wielu, czasem ze sobą sprzecznych wartości, by o nich nie pisać choćby z powodu czystego zagmatwania - nawiązując do posta poprzedniego i jeszcze poprzedniego i jeszcze poprzedniego również...

***

Na razie, jak dziecko w podstawówce mam wakacje  - dwumiesięczne. Ale dziecko z podstawówki ma ten komfort, że jemu wakacje przypadają w łaskawsze miesiące w roku, aniżeli listopad i grudzień. Aktualna  pora roku jednak sprzyja refleksjom. Dwa miesiące to także dość dużo czasu, by uporządkować hierarchie.. a jest ich kilka w zależności od ustalenia aktualnych priorytetów w różnych dziedzinach życia. Jedna hierarchia wartości podporządkowująca i  uporządkowująca całe życie nie istnieje - i dobrze, bo byłoby nudno... i przeżywane jesienie straciłyby swój sens refleksyjnych doznań...

sobota, 6 listopada 2010

Leniwy fotoreportaż dnia wczorajszego.




dopełniłby go jeszcze opis zmysłowych doznań dotyczących poszukiwania pracy - 
jakże istotnej w mojej hierarchii wartości, 
doznań związanych z dotykiem przyjaźni i zrozumienia, 
smakami i zapachami konsumowanych potraw, 
zapachem i dźwiękiem skrzypiących starych domów krytych strzechą, 
smakiem i aromatem kieliszka wytrawnego wina - 
z widokami na przyszłość, ich kreacją twórczą...
doznań wynikających z kontemplacji 
brodzącej w poschłym oceanie szeleszczących  liści...

środa, 3 listopada 2010

Buty... zimowe buty...

Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki, dostałam pierwsze glany, były czarne i ciężkie, ale jakże rodzice dumni byli:) W liceum i na studiach zamieniłam glany na wygodne trekingi - wtedy żyło się przygodami.. A aktualnie potrzebuję kozaczków, bo cóż innego do eleganckiej spódniczki lub spodni na kant....

Pojawiły się problemy, w sumie zawsze były, ale te aktualne są jakieś inne.. I najchętniej bym je "potraktowała bezmyślnie z glana" lub przeskoczyła, jak niejedną górę... Szpilki nie nadają się do kopania i skakania, są "niestabilne", a ponoć dodawać mają pewności siebie...

Nawet się nie spodziewałam, jak buty wpływają na moje życie:)

Kozaczków na tegoroczną zimę chyba się nie dorobię.. Ale jak się ma stabilne trekingi, to można je nosić cały rok przez lata :) sumie jestem stabilnie bezrobotna, więc spódniczki i spodnie na kant mogą powisieć równie stabilnie w szafie przez zimę:)

wtorek, 2 listopada 2010

Halny...

Od dwóch dni wieje w Tatrach halny zwiastujący koniec tegorocznej pięknej polskiej jesieni.. Bezduszny hegemon okrutnej pogody mógł jeszcze łaskawie poczekać ze dwa dni.. ale jemu zawsze się spieszy - taka jego góralska porywcza natura...


Kiedy halny w Taterkach zawieje, lada moment cała Polska zamieni lekką kołdrę kolorowych liści na ciężką pierzynę śniegu wymieszanego z błotem... Najchętniej bym zapadła w twardy sen zimowy..


niedziela, 31 października 2010

Niech się dzieje wola nieba..


ale nie zawsze zgadzać się z nią trzeba...


przez podarowanie wolnej woli człowiekowi
wszystkie poczynania ludzkie
można interpretować jako boskie...
tylko ile w tym prawdy
skoro nie wszystkie,
a nawet w mniejszości
są dobrymi wyborami człowieka
- pesymizm za mną przemawia
i ostatni brak wiary w ludzi
***
może tracąc wiarę w ludzi łatwiej będzie uwierzyć w Boga..

środa, 27 października 2010

La revolution petite: bezrobocie

Najaktualniej rzecz ujmując: będę poszukiwać na nowo, może nawet odkrywać.

Na bezrobociu, bądź gdziekolwiek indziej najbardziej brakować mi będzie tego widoku i tego okna... dopóki nie trafią się ciekawsze okna i widoki :) a póki co, nie trzeba rano nastawiać budzika:)


(wersja majowa i październikowa - zimowa akurat nigdy nie była atrakcyjna)

***
"Trzeba mieć chaos w sobie, by narodzić tańczącą gwiazdę" F.N.

Nieskromnie przyznać muszę, że we mnie tyle chaosu, że strach się bać, co z niego się narodzi
i w takt jakiej muzyki  tańczyć będzie "ów narodzona gwiazda"...
mam nadzieję jednak, że z pogo już wyrosłam...
chociaż...

poniedziałek, 25 października 2010

***


Okryta płaszczem 
spowitym pasmem tęsknoty
ciepłoty barw
z najwyższego piętra strąconych 
kruchych światłocieni
niejasności niedokończonych fars
przerwanych delikatnym szelestem
dotyku cudzych dłoni
niezrozumiałych słów rzuconych na wiatr
obcych kroków idących w przeciwnym kierunku
do własnego oddechu

****


Stuk stuk stuk stuk...fotelem bujanym
obijam zbytnie natężenie myśli
kap kap kap kap... o parapet
liczę krople dżdżu w połykanym powietrzu
słucham, jak przemawia cisza
do człowieka wyblakłego... czasem
przytłoczonego przestrzenią...migotania
porozrzucanych okruchów sumienia
zawieszonych na horyzoncie zmysłów
pomiędzy wschodem, a zachodem
w zasięgu wzroku widnokręgu ślepca

sobota, 23 października 2010

Panta rhei...

video

Senne marzenia tylko w onirycznym świecie
osnute mgłą wspomnień jesiennej melancholii
płaczą deszczem
lamentują wiatrem na pustkowiu..
Tworzą niewidzialna rzeczywistość
symbole złudnych nadziei
pogrążonych w bezimiennej bezcelowości
tęsknoty jesiennych barw
onirycznej rzeczywistości..

***
video


***
Mają owe prezentacje na celu podsumowanie "twórczości fotograficznej" sprzed lat ładnych kilku.(zastanawia mnie tylko fakt (nie)jakości zdjęć - nie wiem czemu to tak wyszło do dupy, czy to moja wina czy programu - nie mam pojęcia) Ponieważ chciałabym już nie wracać do zdjęć starszej daty, postanowiłam zrobić podsumowanie dwóch ulubionych tematów w sposób powyżej przedstawiony. Wiersz powstał ok. 5 lat temu...Przyznam jednak, że oglądając stare zdjęcia i czytając stare teksty, mam wrażenie, że powstały one wczoraj... Dziwne to uczucie.. Potrzebuję świeżości bo zaczynam sama od siebie czuć stęchliznę...grunt, że nasyconą sentymentalizmem :)  W sumie to chyba wina obecnej pory roku  (ogólnie dobrze mieć na co zwalić winę,  żeby na dodatek sens choćby minimalny miało :)

Odwołując się do pozostałych sentymentalnych stęchlizn myślę także o postach z 2009 r. Wszak jest ich niewiele, bo szuflada ma ograniczone dno - te się nie zmieściły. Posty może i sprzed roku, ale twórczość jednak sprzed lat kilku... W sumie niedługo minie rok, jak tu płynę... Przecież wszystko płynie.

Panta rhei...

piątek, 22 października 2010

W pomarańczy świat mi tańczy 2.

"To, co ma spaść, należy popchnąć" F.N.


 Rolę łaskawcy przyjmuje wiatr
dzięki niemu grawitacja szeleści
lekkością słonecznego upadku
upływającego czasu
pod ciężkim butem oprawcy
krokiem ospałym
ku wiosennym zmartwychwstaniom

środa, 20 października 2010

Wieczorne zmęczenie materiału...


Zmęczenie organizmu rzeczywistością postępuje ku ścianie, po której echem odbija się niemy krzyk rzeczy martwych: krzesła, łóżka, parapetu.. Nieosiągalność ów echa polega na tym, że wędruje ono ciszą w pustkę. I nie ma tam od czego się ponownie odbić. Nie powraca jak rzucony bumerang. Szarość traci zamieniając swój szyk na worek pokutny. Kara staje się nagrodą. Przewartościowanie wszystkich wartości następuje po chwili milczenia przerwanym pierwszym obrazem przymrozku na szybie. Otwierając okno zamiast promieni słońca do pokoju wpada wiatr, którego nigdy nie było widać, jedynie czuć, a który dziś przybiera barwy i dźwięki poprzewracanych przedmiotów. Podmioty wyrzuciłyby je za okno. Wiatr natomiast rozbija wewnątrz. Strzępy poranne i wieczorne odleciały ze strzępami babiego lata, za krzykiem i biciem skrzydeł klucza dzikich gęsi. Jestem na etapie spowolnionej percepcji otoczenia. Dezorientacja owocuje przekwitniętym kwiatem kolorowości, zgniłym zapachem porzuconych liści. Przemoczonym do cna poczuciem  poczytalności emocjonalnego wyeksploatowania. Poczuciem fedrującym w głowie korytarze, które czas zamienia w labirynty bez wyjścia. Kryzysem osobowości grozi temperamenty charakter: "bo po co osobowość skora ma się w zanadrzu charakter".. Najwięcej kolorów ukrywa się w kałużach, a najwięcej powodów w kawałkach rozbitych szyb, rzucanych kamieniach i kręgach na wodzie, szeleście czarnej folii malarskiej utożsamianej z remontem światopoglądu. Jesienią nie radzę sobie z szuraniem po dywanie zgniłych liści, zgniłymi spojrzeniami i zgniłymi prawdami ...


sobota, 16 października 2010

"Lepiej dostać się w ręce mordercy niż do snów zakochanej kobiety" F.N.


Przygaszone powieki snem, cisza hamująca hałas, ciemność spowiewająca jasność dnia.. Tli się świeca, wosk spływa na rozrzucone książki. Papieros dogasa w ciężkiej od żalu popielniczce. Z głośnika płynie lekki blues.

Dzień. Już minął. Wieczór to najlepsza pora dnia. Spełnienie ogarnia człowieka. Spokój. Czerwień zachodu, szarości dnia codziennego mijają. Gwiazdy nieśmiało przebijają się przez zachmurzone niebo.

Wszystko się udało. Jest tak, jak być powinno. Pozornie. Z poczuciem błogiej wolności, popijając lampkę czerwonego wina na lżejszy sen.

Rozpamiętując poranek, południe, popołudnie.. Lawenda kwitnie, zapach jej wypełnia samotny pokój. Kot. Mruczący kłębek na fotelu, świadek tej harmonii. Jej dopełnienie.

Iskra koloru zielonego.. Błyszczą kocie oczęta w półmroku. Ciemność. Świeca dogasła. Płyta bluesowa ucichła. Na podłogę upadła lampka czerwonego wina. Brzdęk tłuczonego szkła i plama na białym dywanie. Nic się nie stało. To wiatr, otwarte okno, fruwające zasłony..

Zgasł blask zielonych kocich gwiazd.

W makowym tyglu snu



"Czy znasz strach zasypiania? Ciało ogarnia przerażenie, gdyż ziemia się rozstępuje i zaczyna się sen.” 
Fryderyk Nietzsche

Rozstępuje się ziemia..
Rozstępuje się ziemia, a nie niebo. Ziemia pochłania, zasypuje, dusi. Wypełnia nozdrza i martwe oczodoły zasnute sennie mgłą zimnej wieczności. W sypką ciemności otchłań zapędza, z której nie ma ucieczki. Odkopując się, próbując się spod niej wydostać, zagłębiasz się coraz bardziej. Coraz głębiej i głębiej.. Z każdym kolejnym ruchem oddalasz się od celu. Brak tlenu zaczyna krępować twoje myśli i ruchy. Bezwładnie odpływasz w świat oniryzmów, które przerażają cię swoją rzeczywistością. Nie potrafisz odróżnić, co jest, a czego nie ma. Co jest prawdą, a co żartem kapryśnych olimpijskich bogów. W ich rękach leży twój los. Zawierzenie go było jedynym aktem woli, który udało ci się wykrzesać. Teraz twoje wiotkie ramiona z sił opadając, krzyczą ciszej i ciszej o pomoc. Ale już nikt Cię nie usłyszy.
Hypnos spaceruje wśród makowych pól. Wyręczyłeś Tanatosa podarowując mu pukiel swoich włosów. Trumna, w której cię zamknięto, jest coraz głębiej. Morfeusz zasypuje ją kolejnym workiem piasku. Zasypiasz…

Obłęd.. Jak cienka potrafi być granica pomiędzy snem, a jawą..